Enter the Animated Shakespeare world!Enter the Animated Shakespeare world!Enter the Animated Shakespeare world!
Previous Page

Romeo Juliet - Akt Trzeci.

Next Page
SCENA I.
Plac publiczny.

(Wchodzą: Benwolio, Merkucio, paź i słudzy).

Benwolio. Oddalmy się stąd, proszę cię, Merkucio. Dzień dziś gorący, Kapuleci krążą;
Jak ich zdybiemy, nie unikniem zajścia, Bo w tak gorące dni krew nie jest lodem.

Merkucio. Podobnyś do owego burdy, co, wchodząc do winiarni rzuca szpadę i mówi: Daj Boże, abym cię nie potrzebował! a po wypróżnieniu drugiego kubka dobywa jej na dobywacza korków bez najmniejszej w świecie potrzeby.

Benwolio. Masz mię za takiego burdę?

Merkucio. Mam cię za tak wielkiego zawadiakę, jakiemu chyba równy jest we Włoszech; bardziej zaiste skłonnego do breweryi, niż do brewiarza.

Benwolio. Cóż dalej?

Merkucio. Gdybyśmy mieli dwóch takich, tobyśmy wkrótce nie mieli żadnego, bo jeden by drugiego zagryzł. Tyś
gotów człowieka napastować za to, że ma w brodzie jeden włos mniej lub więcej od ciebie. Tyś gotów napastować człowieka za to, że piwo pije, bo w tem upatrzysz przytyk do swoich piwnych oczu, chociaż
żadne inne oko, jak piwne, nie upatrzyłoby w tem przytyku. W twojej głowie tak się lęgną swary, jak bekasy w ługu, toś też nieraz za to beknął i głowę ci zmyto bez ługu. Pobiłeś raz człowieka za to, że kaszlnął na ulicy i przebudził przez to twego psa, który się wysypiał przed domem. Nie napastowałżeś
Previous Page

Page:  53   54   55   56   57  

Next Page